Afera Volkswagena Dieselgate

Informatorzy VW mają czas do końca miesiąca

Pracownicy Volkswagena, którzy ujawnią nazwiska osób zamieszanych w aferę Dieselgate, nie poniosą żadnych konsekwencji. Jest jednak pewien warunek – muszą to zrobić do 30 listopada. Inwestorzy VW tracą cierpliwość w związku z przedłużającym się dochodzeniem i najchętniej widzieliby zupełnie nowych ludzi w zarządzie koncernu.

 

Demaskatorzy czy donosiciele

Dwa tygodnie temu zarząd Volkswagena zapowiedział, że pracownicy którzy pomogą w dochodzeniu prowadzonym w sprawie afery Dieselgate, zachowają swoje miejsca pracy i będą zwolnieni z roszczeń odszkodowawczych. Teraz postawiono jeden warunek – informatorzy mają czas do końca listopada.

Pracownicy mają współpracować z firmą doradczą Deloitte oraz biurem prawnym Jones Day, które na zlecenie Volkswagena badają okoliczności w jakich doszło do zainstalowania nielegalnego oprogramowania w samochodach z silnikami wysokoprężnymi

Herbert Diess, odpowiedzialny w koncernie za markę VW, oświadczył: „Liczymy na współpracę i wiedzę pracowników na temat nieprawidłowości  związanych z zaniżaniem emisji CO2. W tym procesie liczy się każdy dzień”.

Dla jednych jest to donosicielstwo, dla profesora prawa Petera Henninga z Wayne State University w Detroit jest to „twórczy krok”. Uważa on, że jest to dobry sposób na szybkie wyjście z impasu, ale też ryzykowne jest mówienie pracownikom, że nic im nie grozi, jeżeli ujawnią szczegóły dotyczące afery. Volkswagen nie może gwarantować bezkarności osobom uwikłanym w aferę, które przyznają się do tego przed zarządem koncernu, bo one mogą być ścigane przez prokuratora. „Oni [zarząd VW] próbują wyciągnąć informacje od pracowników średniego szczebla, którzy mogą mieć wiedzę na temat afery, ale boją się, że staną się kozłami ofiarnymi” – powiedział Henning.

Podobną akcję z wykorzystaniem informatorów spośród pracowników firmy przeprowadzono kilka lat temu w niemiecki koncernie Siemens oraz w należącym do grupy Volkswagena MAN-ie. Sprawa dotyczyła kilku przypadków korupcji.

Amerykańscy prokuratorzy nie są zbyt cierpliwi 

We wrześniu Volkswagen zadeklarował pełną współpracę z amerykańską prokuraturą przy wyjaśnianiu wszystkich okoliczności związanych ze stosowaniem nielegalnego oprogramowania w samochodach sprzedawanych w USA.

Przypomniano dochodzenie prowadzone przez prokuratora Preeta Bhararę z Nowego Jorku, który pomimo deklarowanej współpracy ze strony General Motors, nałożył na amerykański koncern grzywnę w wysokości 900 mln dolarów za opóźnienia akcji naprawczej związanej z wyłącznikami zapłonu, czego konsekwencją była śmierć 124 osób i obrażenia 275 osób.

Wewnętrzne dochodzenie w General Motors prowadził były prokuratora z Chicago Anton Valukas, którego firma w ciagu dwóch miesięcy przesłuchała 230 świadków. Prawnicy GM powiedzieli, że dzięki ścisłej współpracy z prokuratorem Bhararą, sprawę związana z wyłącznikami zapłonu udało się doprowadzić do końca „po zaledwie 18 miesiącach, a nie po czterech latach, co byłoby czymś normalnym przy tak skomplikowanej sprawie”.

Ten sam prokurator Preet Bharara ukarał Toyotę grzywną w wysokości 1,2 mld dolarów za opóźnienia akcji naprawczej związanej z nieprawidłowym działaniem pedałów gazu, czego konsekwencją była śmierć  6 osób. Bharara uzasadnił wysokość kary niezbyt szybką i gruntowną współpracą Toyoty ze śledczymi, co wydłużyło całe dochodzenie.

Nic dziwnego, że Volkswagen stara się jak najszybciej wyjaśnić wszystkie okoliczności afery. Ale problemem nie są wyłącznie wysokie kary, jakie czekają niemiecki koncern.

Spadające akcje i żądania głębszych zmian

Doradca spółki inwestycyjnej Evercore ISI Arndt Ellinghorst powiedział niedawno: „Volkswagen w normalnych warunkach nie powinien być wyceniany poniżej 200 euro za jedną akcję. Teraz jego akcje można nabyć za połowę tej ceny”.

Ingo Speich z Union Investment, funduszu inwestycyjnego posiadającego 0,5 procent akcji uprzywilejowanych Volkswagena, powiedział, że niemiecki koncern motoryzacyjny powinien zmienić prezesa zarządu i powołać zupełnie nową osobę z zewnątrz. Speich podkreślił, że nie oskarża Matthiasa Müllera o współudział w aferze, bo stosuje zasadę domniemania niewinności: „Najważniejsze jest teraz, aby odzyskać zaufanie rynków kapitałowych, a tego nie da się zrobić z obecnym kierownictwem”.

Ingo Speich powiedział, że obecne kierownictwo Volkswagena jest skażone przez długoletnie zaangażowania w działalność koncernu,  który przechodził swoje kryzysy w ciągu ostatnich dziesięciu lat: „.. ale nigdy nie podjęto drastycznych środków, a teraz mają szansę, żeby w końcu podjąć właściwe działania”.

 

(Na podstawie: Automotive News, Reuters)

 

13 listopada 2015

Redakcja

Redakcja
Jesteśmy grupą ekspertów i pasjonatów motoryzacji. Chcemy abyś traktował EGOCAR.pl jako pewne, rzetelne źródło informacji o trendach, nowościach, premierach; o wszystkim związanym z motoryzacją.
Więcej od Redakcja

NAJPOPULARNIEJSZE

WIĘCEJ Z Prototypy