Afera Volkswagena Dieselgate Elżbieta Bieńkowsa Unia Europejska

Dlaczego Bieńkowska odpuszcza branży motoryzacyjnej

Elżbieta Bieńkowska, Europejski Komisarz ds. Rynku Wewnętrznego i Usług, uległa naciskom niektórych rządów Unii Europejskiej i złagodziła przepisy określające zawartość tlenków azotu w spalinach emitowanych przez silniki Diesla. Największy nacisk na Bieńkowską wywierały kraje, w których przemysł motoryzacyjny jest jednym z głównych filarów gospodarki.

Kilka dni temu Unia Europejska wprowadziła przepis, który nakazuje producentom samochodów z silnikami Diesla przeprowadzanie testów na zwartość tlenków azotu (NOx) w spalinach w warunkach drogowych, a nie w zamkniętych laboratoriach. Ten przepis był reakcją na wyniki niezależnych badań, które wykazały, że podczas codziennej eksploatacji niektóre silniki wysokoprężne o 500 procent przekraczają normę emisji tlenków azotu. Unia Europejska, idąc producentom samochodów na rękę, początkowo zgodziła się na zapis, w którym dopuszcza się przekroczenie normy emisji NOx o 60 procent do września 2019 roku. Ale ten zapis jest już nieaktualny.

Według najnowszych ustaleń dopuszcza się przekroczenie normy emisji tlenków azotu o 110 procent, a przepis ten ma obowiązywać do stycznia 2020 roku. Początkowo ta propozycja przygotowana przez Elżbietę Bieńkowską została odrzucona przez unijny Komitet Techniczny dla Pojazdów Silnikowych (TCMV), ale pod wpływem nacisków ze strony polityków TCMV zmieniło stanowisko.

Rządy państw Unii Europejskiej wymusiły złagodzenie przepisów dotyczących norm emisji tlenków azotu.

Holenderski europoseł Bas Eickhout, należący do grupy Zielonych, określił decyzję Bieńkowskiej jako „skandaliczną i cyniczną grę Unii Europejskiej” i zapowiedział kroki prawne w celu cofnięcia wprowadzonych zmian.

Burza wokół nowych przepisów jest efektem oszustw, jakich dopuścił się Volkswagen, montując w swoich samochodach oprogramowanie fałszujące wyniki emisji spalin. Afera wybuchła 18 września i niemiecki koncern podjął już pierwsze działania w celu naprawienia szkód, ale nic nie zapowiada końca sporów wokół silników Diesla.

Gdyby nie partykularne interesy europejskich polityków, nie byłoby afery Volkswagena.

Choć dziś wszyscy palcem wskazują na Volkswagena, to głównych winowajców należy szukać wśród polityków, którzy wiele lat temu podejmowali decyzje promujące silniki wysokoprężne. Traktowano je jak antidotum na ograniczenie wydobycia ropy naftowej, której zasoby – według garstki fachowców – miały gwałtownie spadać. Po latach okazało się, że trzeba zmniejszyć wydobycie i obniżyć cenę z powodu nadmiernej ilości tego surowca. Nowoczesne Diesle, z racji mniejszej emisji dwutlenku węgla, miał być też bardziej przyjazny dla środowiska naturalnego niż silniki benzynowe. Uwadze polityków zapatrzonych w efekt cieplarniany, za który wini się głównie dwutlenek węgla, umknęło jednak to, że silniki wysokoprężne wydmuchują przez rurę wydechową spore ilości tlenków azotu. Ten z kolei jest wskazywany przez lekarzy jako czynnik wpływający na spadek odporności ludzkiego organizmu.

Głośna historia związana ze sponsorowaniem przez właścicieli koncernu BMW niemieckiej partii CDU, której przewodniczy Angela Merkel, to inny przykład wykorzystywania branży motoryzacyjnej przez polityków. Merkel nawołująca do ochrony środowiska i namawiająca swych rodaków, by przesiadali się do samochodów elektrycznych, a jednocześnie wymuszająca na UE łagodzenie przepisów dotyczących emisji spalin jest szczytem politycznej hipokryzji.

W Europie motoryzacja jest jak ciastko, które chciałoby się mieć i zjeść.

Ale nie tylko pieniądze przelewane na konto partii mają wpływ na taką postawę. Grupa Volkswagena, BMW i Daimler to potężne koncerny motoryzacyjne, zatrudniające w samych tylko Niemczech setki tysięcy ludzi. Choć jest to mało prawdopodobne, to w wyniku bankructwa Volkswagena spowodowanego aferą Dieselgate i kolejnym zaostrzaniem przepisów, Niemcy mogłyby mieć problem, z jakim nie miały do czynienia od 60 lat. Gdy dołożymy do tego zagraniczne inwestycje niemieckiej branży motoryzacyjnej, trudno się dziwić, że w ostatniej pielgrzymce do komisarz Bieńkowskiej brali udział nie tylko Niemcy, ale również Czesi, Słowacy, Węgrzy, Hiszpanie, a i naszych rodaków tam też nie zabrakło. Nie należy zapominać też o Brytyjczykach, Francuzach i Włochach.

Dla europejskich polityków motoryzacja stała się ciastkiem, który chciałoby się mieć, a jednocześnie zjeść.

29 października 2015

Jarosław Maznas

Jarosław Maznas
Lider opinii i ekspert motoryzacyjny. Doświadczony dziennikarz. Współprowadzący "Automaniaka" w TVN Turbo. Redaktor naczelny i współtwórca takich magazynów jak: Cars – Magazyn o Samochodach, Auto Moto, Auto Motor i Sport.
Więcej od Jarosław Maznas

NAJPOPULARNIEJSZE